O sztuce pisania

Smak językowy. O wrażliwości na słowo

T. Różewicz

Zastanawialiście się kiedyś…

…jak można dla przyjemności czytać takich klasyków jak Żeromski czy Orzeszkowa? Co jest niezwykłego w twórczości Brunona Schulza czy co jest takiego w poezji, ze niektórzy analizują ją z pasją nie tylko w szkolnych ławach?

Dlaczego krytycy literaccy mają prawo decydować, które książki są dobre, a które mniej wartościowe?

Nie jedynym, jednak jednym z kilku głównych kryteriów jest język. Dla statystycznego czytelnika nie odgrywa on aż tak istotnej roli – ot, „przyjemnie się czyta”, „ładne opisy (ale mogłyby być krótsze”, „dużo mądrych słów”. stąd mamy na świecie tyle bestsellerów, które wcale aż tak znakomitymi książkami nie są. Jak to się więc dzieje, że człowiek nabywa umiejętności rozkoszowania się nie tylko fabułą, ale i narzędziem do jej skonstruowania?

Główną oczywiście przyczyną jest oczytanie. I to nie oczytanie w powieściach w stylu Nicholasa Sparksa, tylko klasyki literatury, która została z jakiegoś powodu doceniona. Do dzisiaj wspominam, jak mój ojciec rzucił mi wyzwanie przeczytania całego „Don Kichota” Miguela Cervantesa, gdy byłam w wieku gimnazjalnym. Nie było łatwo, ale satysfakcja po jej zakończeniu – nie do porównania. Od tego czasu stawiałam sobie poprzeczkę coraz wyżej.

Zjawisko, które dostrzegłam w sobie w ciągu lat nazwałam nabywaniem smaku językowego. Z każdą kolejną książką stawałam się coraz bardziej wrażliwa na słowo. Zaczynałam rozumieć, jak istotną odgrywa rolę w procesie twórczym.

Bardzo dobrze obrazuje to poezja Różewicza stawiająca na pierwszym miejscu – właśnie – słowo. Poeta ten stworzył przecież nawet własny system wersyfikacyjny (tzw. system IV), w którym znaczenie słowa przykuwa większą uwagę niż sama forma wiersza.

„poezja – noc księżycowa

gorzki urodzaj słowa”*

Powtórzę się zatem po raz kolejny – czytajcie!

Bez tej złotej zasady jest ciężko pisać, a co dopiero pisać dobrze. Bo taki jest cel, prawda? Dodam drugą:

Sięgnijcie po poezję!

Prawdopodobnie nawet sobie nie zdajecie sprawy, ile może sprawiać przyjemności jej czytanie, jeśli do tej pory nie spróbowaliście zagłębić się w nią poza przymusową analizą w szkole. Podobnie jak powieści, wiersze również można dobrać do siebie w zależności od swojego gustu czytelniczego; dlatego jedni zapaleńcy poezji kochają wyżej wspomnianego Różewicza, a inni – nienawidzą, bo romantyczny styl Mickiewicza jest im bliższy. Moim zdaniem jej czytanie (czynne, nie bierne!) jest najlepszym sposobem na nabycie smaku językowego.

A Wy – doceniacie sztukę poetycką? Jaki macie stosunek do kształtowania wrażliwości na słowo? Odnaleźliście już w sobie smak językowy?

Czekam na odpowiedzi w komentarzach!

 

Natalie

 

* T. Różewicz, Elegia na powrót umarłych poetów.