Dzień z życia redaktora. Praca w reklamie

Na czym polega praca redaktora w reklamie prasowej?

Pierwszy fakt, który powinnam wymienić to: CZYTANIE. I to nie byle jakie czytanie, a czytanie bardzo DOKŁADNE. Jeśli jesteś redaktorem i popełnisz błąd – zobaczą go prawdopodobnie setki, jeśli nie tysiące osób. Pół biedy, jeśli to literówka w tekście – co najwyżej treść zabrzmi mniej profesjonalnie, choć i tak niestety nieco straci na wiarygodności w oczach klienta. Najgorszym przypadkiem jest pomyłka w dacie ważności promocji w reklamie i danych kontaktowych. Wówczas klient po prostu nie będzie w stanie kupić produktu. Klient nie kupi? Zleceniodawca nie otrzyma pieniędzy. Wówczas Twoja praca przez ten jeden błąd może okazać się pracą na marne.

Poprawiam reklamy prasowe. Tu trzeba zmienić cenę produktu, tu datę promocji, a tam – numer telefonu do call center. Do tego dochodzi łamanie tekstu, sprawdzanie poprawności stylistycznej, językowej… Nie mówiąc już o wprowadzaniu wytycznych od wydawców gazet.

Jak to się dzieje, że poprawiam również reklamy obcojęzyczne?

Pierwsza myśl: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański… Ha! A nie. Większość reklam jest w języku bułgarskim, rumuńskim, słowackim, litewskim, chorwackim… Okazuje się, że bez znajomości języków można z takimi plikami pracować jako redaktor. Jak?

Mam już przetłumaczone podstawy. Jeśli muszę ingerować w tekst, bo na przykład rozmiar nie ten i trzeba go po prostu skrócić/przedłużyć – zaglądam do oddzielnych plików z różnymi wariantami tekstu.

Nie jestem jednak aż tak szalona, aby grzebać w cyrylicy, której – prawdę mówiąc – zupełnie nie znam, dlatego po mojej ingerencji tekst ZAWSZE trafia do tłumacza.Wystarczy nanieść poprawki i voilà!

Nie oszukujmy się, że redaktor wykonuje całą graficzną robotę.

Nic bardziej mylnego, reklama jest ciągle pod czujnym okiem grafika, który tworzy layout, dodaje/poprawia grafiki i bawi się kolorami (tak przynajmniej wygląda to z punktu widzenia redaktora, wszystkich grafików proszę o czytanie z przymrużeniem oka). Jak sie z takowym pracuje? Rzucacie w siebie wirtualnymi PREVkami (plik roboczy) i FINkami (plik finalny), prosicie o zrobienie czegoś, czego sami nie potraficie, a na koniec wspólnie radujecie się z zakończonej pracy, prześcigając się w uprzejmościach i podziękowaniach za pracę.

Minusy? Gonią terminy. Plusy? Satysfakcja. A owszem, jest.

Czy polecam? A tak. Komputer, muzyka, tekst – niewiele już brakuje do zawodu pisarza.

 

Natalia Kossakowska