Kino najważniejszą ze sztuk? Straszy, bawi, narkotyzuje

“W psychoanalizie fantazja jest wyobrażonym scenariuszem, który wypełnia luki w ideologii”

– Todd McGowan, Realne spojrzenie. Teoria filmu po Lacanie

 

Kino najważniejszą ze sztuk? Fakt wyparcia słowa pisanego w rozrywce na rzecz obrazu jest w obecnych czasach oczywiste. Świadczy o tym przede wszystkim wciąż wzrastająca liczby odbiorców kina i wszelkich stron czy aplikacji udostępniających filmy i seriale miłośnikom kinematografii w porównaniu do niedawno zmniejszającej się, obecnie ustabilizowanej liczby czytelników. Tak jak niegdyś wyobraźnia pobudzona słowem karmiła umysł człowieka, tak teraz obraz ją z powodzeniem zastąpił. Choć ja wierzę, że niezupełnie.

W maju b.ż. GUS wydał oświadczenie: “W 2017 r. działało 491 kin stałych. Przeważająca liczba kin stałych zlokalizowana była w miastach (96,9%). Kina stałe dysponowały 1,4 tys. sal z 287,9 tys. miejsc na widowni. W ciągu roku wyświetlono 2,1 mln seansów, które zgromadziły 56,7 mln widzów – o 9,4% więcej w porównaniu z 2016 r.” Nie sposób się więc kłócić, że jest to ogromna liczba.

 

Jak ma się to do czytelników?

Według raportu Biblioteki Narodowej tendencja spadkowa czytelników w Polsce zatrzymała się na 38 proc. Polaków, którzy w zeszłym roku przeczytali przynajmniej jedną książkę. Oznacza to mniej niż połowę z ok. 38 mln. Nie mówiąc już o liczbie intensywnych czytelników stanowiącej 9% społeczeństwa…

 

Kino narkotyzuje

Uzależnia. Dlaczego? Przedstawia świat, do którego możemy zajrzeć często tylko dzięki niemu. Lub przedstawia nam nasz, ale tak, jakbyśmy go nigdy nie widzieli. Inaczej.

W latach 30. XX w. nie było tylu rozrywek, co teraz. Ludzi uwielbiali kino do tego stopnia, że w Wielkiej Brytanii zwyczaj zabierania do niego niemowląt był powszechny. “Nicholas Hiley przywołuje zażalenie kierownika jednego z angielskich kin z 1924 roku, w którym mężczyzna skarżył się, że w trakcie pokazów foyer było zapełnione dziecięcymi wózkami. Większość właścicieli kin wykazywała się jednak zazwyczaj bardziej pragmatycznym podejściem, wyrażając przekonanie, że zakaz przyprowadzania dzieci do kin znacząco wpłynąłby na zmniejszenie frekwencji.

Wynikało to więc z ludzkiej desperacji chęci doświadczenia rozrywki, jaką oferuje kino. Dziś niecodziennym widokiem były widok kobiety siedzącej na sali kinowej z małym zawiniątkiem w ramionach.

Nie zmienia to jednak faktu, że i dzisiaj możemy zaobserwować narkotyczne przejawy filmowej rozrywki. Przykładem mogą być widzowie na całym świecie, z wypiekami oglądający coroczne rozdanie Oscarów, wierzących skrycie, że ich ulubiona nominowana gwiazda hollywoodzkiego kina tym razem zostanie nagrodzona.

Gonimy za aktorami. Widzimy ich wszędzie, ich celebrycki mit otacza nas z każdej strony jako jeden z symboli mass mediów. Nie bez powodu przeciętny odbiorca kultury jest w stanie powiedzieć więcej na temat Johnny’ego Deppa niż Marka Rothki. Właśnie przez to narkotyczne działanie mass mediów aktor staje się rozpoznawalnym celebrytą, czyli “zjawisko kulturowe, które wie, że trzeba mieć agenta, doradcę, który nauczy chodzenia po dywanach, pozowania na ściankach i prowadzenia small talk”.

 

Kino bawi

“W odróżnieniu od Europy, gdzie próbowano eksperymentować z nowym medium, pionierzy amerykańskiego kina od razu postawili na jego rozrywkowe i dochodowe walory.” Już wtedy – na przełomie XIX i XX wieku – twórcy mieli świadomość, że dzięki rozrywce w formie obrazów mają szansę trafić do szerokiej publiczności w odróżnieniu innych artystów – malarzy czy pisarzy. Przemysł filmowy miał być zrozumiały również dla niewykształconych mas. Stąd też – bardziej opłacalny.

Czy dzisiaj coś się zmieniło? Choć dobrego kina nie brak, największą popularnością cieszą się filmy mające niewiele więcej do zaoferowania niż rozrywkę; filmy akcji, niesamowite pod względem efektów specjalnych, ubogie pod kątem głębszych przekazów i warstw poza powierzchnią fabularną.

Rozrywka może być też jednak wyrafinowana. Bo dlaczego dobry film nie mógłby bawić?

 

Kino straszy

Kino ma ogromną moc wywoływania w widzu intensywnych emocji. Dlaczego straszy? Bo jedną z najsilniejszych z nich jest właśnie strach. A po strachu – wzruszenie i rozpacz. Czy może stać się coś gorszego na ekranie niż śmierć ulubionego bohatera w ramionach ukochanej/ukochanego?

Dlaczego jeszcze straszy? Bo często pokazuje prawdę. “Podobnie jak psychika, film może tworzyć – albo ujawniać związaki między ideami czy obrazami, których (…) nie dostrzegamy w naszym codziennym doświadczeniu zewnętrznej rzeczywistości”. Szczególnie filmy dokumentalne zasługują na uwagę pod tym względem. To one – nieraz brutalnie –  wyrywają nas z bezpiecznego, otulającego z każdej strony kokonu. A często to właśnie prawda okazuje się najbardziej przerażająca. Gdy jemy mięso i nagle oglądamy scenę filmu prosto z rzeźni. Gdy ubieramy się w znanych sieciówkach i nagle widzimy na ekranie warunki ich produkcji. Gdy na co dzień udajemy, że nie słyszymy sąsiada bijącego żonę za ścianą, a nagle mamy ten obraz dokładnie przed oczami.

Tym kino straszy – zmuszaniem do przemyśleń, których codziennie unikamy. Bo śmierć w kinie bohatera fikcyjnego szybko pójdzie w zapomnienie, a wspomnienie ujrzenia okrutnej prawdy – jakkolwiek byśmy się starali – długo nie odejdzie.

W dzisiejszych czasach…

…film nie tyle jest najważniejszą ze sztuk, co MOŻE nią być. Właśnie dzięki  temu dostępowi to niezliczonych mas ludzkich, ma moc, żeby zmuszać ich do myślenia i zwracać uwagę na istotne ze społecznego punktu widzenia sprawy.

 

Natalia Kossakowska

 

 

Źródła:

  1. A. Kuhn, Słoiki po dżemie i cliffhangery: brytyjscy seniorzy wspominają dziecięce wizyty w kinie, [w:] K. Klejsa, M. Saryusz Wolska, Badanie widowni filmowej, (red.), „Badanie widowni filmowej. Antologia przekładów”, Warszawa 2014
  2. W. Godzic, Okrakiem na barykadzie. Dziennikarze i celebryci, Warszawa 2016
  3. J. Wojnicka, Kino – Świat w obiektywie kamery
  4. T. McGowan, Realne spojrzenie. Teoria filmu po Lacanie, Warszawa 2008