Noworoczne przemyślenia – po pisarzemu

Święta, sylwester…

…i  Nowy Rok! Zapewne wielu z Was o północy pod deszczem barwnych świateł i w szampańskiej kąpieli składało sobie samym wiele obietnic. Prawdopodobnie robiliście to także rok temu. Być może pokrywają się one ze sobą, a może – nie. Jednak trzeba przyznać, że niewielu udaje się przyrzeczeń noworocznych dotrzymać.

Śmiem stwierdzić, iż wiele z tych obietnic dotyczy ogólnie pojętej nauki. Co więcej – czytania. Nie gazet, nie artykułów w internecie, nie ulotek rozdawanych w drodze do pracy/szkoły na warszawskiej patelni, a – książek.

Pamiętacie, gdy w mediach zaczęło się robić coraz głośniej na temat czytania książek przez Polaków? Gdy Biblioteka Narodowa zaczęła w 2014 roku prowadzić statystyki na ten temat? Wyniki ogłoszone w kwietniu zeszłego roku po raz kolejny ukazały smutną prawdę – JAKIEKOLWIEK książki czyta tylko 37% Polaków. Już nie mówiąc o jakości danej literatury. I tak, wliczani w to są uczniowie szkół.

Czy w tym roku wyniki będą takie same? Jak myślicie…?

W poprzednich wpisach nawoływałam przede wszystkim do zagłębiania się w dobrą literaturę, lecz może powinnam była zacząć – a spojrzenie na dzisiejsze czasy skłania mnie ku temu coraz bardziej – od zachęcania do czytania w ogóle?

Nie wyobrażam sobie jednak rozmowy:

 

Ja: Jaka jest Twoja ulubiona książka?

Potencjalny rozmówca: 50 twarzy Greya.

Ja: O, to super, że w ogóle czytasz.

 

O ile nie powinno się traktować innych z góry (o, ja jestem taka super, czytam z przyjemnością Umberto Eco, a Ty lubujesz się w E.L. James), o tyle taka rozmowa również nie byłaby w porządku w stosunku do rozmówcy, bo świadczyłaby o przekłamaniu i braku chęci zmiany czegokolwiek… w świecie. Pogodzeniem się z coraz większym ogłupieniem społeczeństwa, które nie potrafi(!) docenić dobrej literatury; za to nie raz słyszałam, że “Kordian” jest głupi, bo tak.

Ach te noworoczne przemyślenia – po pisarzemu! Czyli jednak również jakość, a nie tylko ilość jest ważna…

 

Druga noworoczna myśl i zarazem rada brzmi: bez wymówek!

 

Od dzieciństwa rodzice wpajali mi jedną (z wielu) zasadę – żeby coś osiągnąć, trzeba być REGULARNYM.

Chcecie mieć zgrabną sylwetkę? Ćwiczcie! Chociaż 15 minut dziennie, ale bez odpuszczania (ech, no niestety).

Chcecie super grać na gitarze? Grajcie! Na przykład co drugi dzień po półtorej godziny.

I wreszcie – chcecie być pisarzami? Czytajcie! Na przykład jedno opowiadanie dziennie Schulza. Piszcie! Na przykład jeden rozdział przyszłego bestsellera.

 

Bez wymówek!

 

Tę złotą zasadę zostawiam Wam, abyście ją zapamiętali i kierowali się nią w 2018 roku. Jeśli ją wprowadzicie w życie to gwarantuję, że będziecie o krok bliżej spełnienia marzeń, a lampkę szampana na tle rozbłyskującego nieba wzniesiecie z dumą.

 

Natalie