Recenzja „Mama” – Hélène Delforge, Quentin Gréban

 

Książka “Mama” napisana przez Hélène Delforge i zilustrowana przez Quentina Grébana wydana w Polsce przez wydawnictwo Media Rodzina to zbiór wierszy, wolnych myśli i przepięknych portretów. Tekst w swojej prostocie ukazuje uroki matczynego uczucia, które właśnie takie powinno być – proste, czyste, silne. To rozmowa matki z dzieckiem, dlatego też przystępna forma wydaje mi się trafna. Obie strony mogą z niej czerpać, bawić się nią, przekazywać sobie nawzajem to, co nieraz trudno wypowiedzieć. W książce znajdują się wszystkie odcienie macierzyństwa, te piękne i wzniosłe – małe stopy, czucie innej istoty pod własną skórą, ale i te ciężkie, kiedy to pozostają same sobie i nie wiedzą za bardzo, co mają robić. Jest o kobiecości, o tym, ile rzeczy musi się zdarzyć, tych zamierzonych i zupełnie przypadkowych, aby dziecko przyszło na świat; o ludziach, którzy bez przerwy doradzają, a jedyne, co wtedy myślimy, to:

“(…) mówcie sobie. My i tak słyszymy tylko naszą ciszę.”*

I w tym zdaniu mieści się znaczenie wyjątkowej więzi matki z dzieckiem, więzi bardzo szczególnej. “Nasza cisza”, nasze żarty, nasze zabawy, nasz świat, coś, czego drugi człowiek nigdy nie zrozumie, w czym nigdy nie będzie uczestniczył, i nie ważne jak blisko by do nas podszedł, jak bliski byłby naszych serc. Nie. To nasze i nie chcemy żadnych nieproszonych. Nasze szczególne, nasz kod, nasze znaki. Szczególna miłość, lepsza czy gorsza niż inne miłości? Ani nie lepsza ani nie gorsza, ale inna, wyjątkowa, której nie jest w stanie zastąpić nic innego. To ukryty apel do każdej mamy – dbajcie o więź, bo zaniedbana może przepaść bezpowrotnie. Niech to się nie zdarzy.

 Z tego składa się książka. Z uczuć, z miłości, z wątpliwości, nadziei, niepewności, a co czytelnik z tego wyniesie, na ile będzie umiał wyczytać to, co skryte pomiędzy wersami – zależy tylko od złożonych warstw jego osobowości. Z tego składa się książka. Ot, kilka prostych słów skrywających wielką treść.

To, co od razu rzuca się w oczy, ale należy przypatrzeć się uważniej i głębiej – to ilustracje. Książka jest przepięknie wydana. Obok każdego wiersza umieszczony jest rysunek oddający jego treść. Pokazane są obrazy kobiet w różnym wieku, o różnym wyznaniu, kolorze skóry, sytuacji życiowej, a w tych odmiennościach wspólne jest to, że każda z nich nazywana jest mamą.       

Ostatnio przydarzyła mi się pewna sytuacja, moment, który wyzwolił we mnie wcześniej nieznane uczucie. Szłam ulicą, a małe dziecko biegło ku mnie wykrzykując radośnie: “mama, mama!”. Pomyliło się, ale wtedy zrozumiałam, że to musi być niesamowite, być nazywaną “mama”, że to musi napawać dumą. I w tej książce czuć tę dumę. 

Wydaję mi się, że książka “Mama” nie obejdzie się bez skrajnie różnych opinii. Mną też kierują zupełnie przeciwne emocje. Staram się nie patrzeć na nią jedynie swoimi oczami. Zawsze co innego trafia w naszą emocjonalność i wrażliwość. Różnią się relacje, smak, oczekiwania. To, co dla jednych stanowić będzie największy atut, u drugich odbierane może być zgoła odmiennie. Dlatego wiem, że sięgnę po tę książkę później, za trzy, cztery, może więcej lat, a może kiedy sama zacznę poznawać, czym jest macierzyństwo. Jestem pewna, że zobaczę ją w innym świetle niż teraz.

* Hélène Delforge, Quentin Gréban, Mama

Magdalena Plak